Kierunek Indie…

… a dokładnie kierunek wschód – tam musi być jakaś cywilizacja! Jak sugerował Maks Paradys w  „Seksmisji” cywilizacja na wschodzie faktycznie jakaś jest. I to nie tylko na terenie byłego Związku Radzieckiego, do którego odnosiły się te pamiętne słowa i o który zahaczyłem podczas podróży na „zimową szkołę”, o której więcej w kolejnych wpisach.

IMG_20130112_131036

Prawdziwym cywilizacyjnym tyglem są Indie. Ten ogromy i drugi co do populacji kraj świata to mieszanka różnych kultury i tradycji (co odzwierciedla ponad 20 języków wpisanych do przepisów prawa jako urzędowe). Jak informuje przewodnik Pascala „osoby przebywające do Indii po raz pierwszy najbardziej fascynuje zagadkowa „inność”, bowiem pewnie w żadnym innym kraju świata nie ma tak wielkich kontrastów, a podróżując przez ten subkontynent ma się wrażenie podróżowania w czasie”.

Na razie zetknąłem się głównie z indyjską nowoczesnością na międzynarodowym lotnisku im. Indiry Ghandi (była prze wiele lat premierem tej największej demokracji na świecie, na warszawskim Ursynowie jest ulica jej imienia). Wszystko na lotnisku błyszczące i czyste, wszędzie sprzątająca obsługa dbająca o połysk otaczających podróżnych przestrzeni. Ze ścian migają kusząco reklamy iPhone’ów 5 nieosiągalnych dla przeciętnych Hindusów, w hali przylotów zapraszają kioski WH Smith znane z angielskich ulic i centrów handlowych. W tej sielankowej atmosferze nawet ochrona lotniska przechadzająca się z bronią maszynową tuż obok rzeźbionych indyjskich słoni wygląda jak przebierańcy z karabinami na wodę.

IMG_20130113_023542

Fascynujące Indie zaczynają się dopiero za murami lotniska, które nie dane mi jednak opuścić, bo niebawem czeka mnie kolejny lot do Kochi, w indyjskim stanie Kerala.

„(…) Kerala jest wyjątkowa. Tu nad brzegami Morza Arabskiego marksistowska ideologia harmonijnie łączy się z chrześcijańskim dziedzictwem Portugalczyków oraz biznesem. Kwitnie handel z Bliskim Wschodem, tutejsze żółte złoto rozjeżdża się po całych Indiach, dzieci chodzą do najlepszych katolickich szkół, a emeryci niczym się nie martwią. Przez kilkadziesiąt lat decydującą siłą polityczną w Kerali była partia komunistyczna, szczycąca się cywilizacyjnym postępem. Największym osiągnięciem jest zwalczanie analfabetyzmu – Kerala to jedyny stan, w którym aż dziewięćdziesiąt pięć procent ludzi potrafi czytać i pisać” (cytat pochodzi z niezwykle interesującej książki Pauliny Wilk – „Lalki w ogniu”)

Zapowiada się świetnie. Zobaczę prawdziwych komunistów-marksistów – w Polsce gatunek ideologiczny powoli na wymarciu. Indie to w końcu nie tylko tygiel kulturowy, ale również mieszanka wielu ruchów politycznych – zarówno na szczeblu lokalnym (gdzie po latach dominacji Indyjskiego Kongresu Narodowego do władzy zaczęły dochodzić inne partie oraz rządy koalicyjne), ale również, a może przede wszystkim na szczeblu lokalnym. Jest tu wszystko – od radykalnych hindu-nacjonalistów po komunistów, którzy nadal jeżdżą od wsi do wsi ciężarówkami pod czerwonymi sztandarami.

Obiektem moich zainteresowań będzie też z pewnością indyjska gospodarka. W końcu  ostatnie kilkanaście lat to szybki wzrost gospodarczy w tym kraju. Indie to jednak nie Chiny, które będąc na zbliżonym poziomie rozwoju w 1978 r.* szybko Hindusom odjechały od czasu gdy zaczęły reformować, otwierać i liberalizować gospodarkę. W tym samym czasie Indie nie wykorzystały całego swojego potencjału. Interesującym pytaniem na które mam nadzieję znajdę odpowiedź jest „dlaczego?”.

W czasie zimowego wyjazdu do Kochi będą pojawiać się tu kolejne wpisy z cyklu „Ekonomista w Indiach”, choć zapewne wiele z nich nie będzie bezpośrednio odnosić się do ekonomii. Pozwoli mi to na pewne usystematyzowanie moich wrażeń i doświadczeń z tego kraju, a przy okazji będzie ciekawym wstępem do mojej przygody z pisaniem tego bloga. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że wytrzymam z pisaniem co najmniej tak długo na ile wykupiłem domenę.

* Dane pochodzą z rozdziały „Dlaczego Chiny wyprzedziły Indie?” autorstwa Pawła Kozuba; z książki L.Balcerowicz i A.Rzońca (red. naukowa) – „Zagadki wzrostu gospodarczego: siły napędowe i kryzysy – analiza porównawcza”

Kilka informacji praktycznych na zakończenie:

Loty:

SU 2003: Warsaw Chopin Airport (WAW) – Moscow Sheremetyevo (SVO) (Airbus A320, Aeroflot)

SU 232: Moscow Sheremetyevo (SVO) – Delhi Indira Gandhi Airport (DEL) (Boeing 787, Aeroflot)

AI 467: Delhi Indira Gandhi Airport (DEL)- Kochi International (COK) (Airbus A320, Air India)

Wizy:

Indie (turystyczna) – 224 zł – więcej informacji tutaj

Federacja Rosyjska (tranzytowa) – równowartość 35 euro + kilka PLN kosztów manipulacyjnych przy wpłacie – więcej informacji tutaj

Obie wizy załatwiłem w warszawskich placówkach dyplomatycznych.  Generalnie nie było większych problemów oprócz lekkiego chaosu informacyjnego w biurze indyjskim (adaptacja do postępowania indyjskiej machiny biurokratycznej?) oraz konieczności czekania w kolejce na dworze, przy padającym śniegu i mrozie, pod placówką rosyjską (adaptacja do lądowania w Moskwie, gdzie temperatury były „trochę” bardziej ujemne niż w Warszawie?).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>