Archiwa kategorii: Odtrutka na populizm

Populiści rosną w siłę – indeks autorytarnego populizmu Timbro

4_rapport_populismindex_eng_0-e1483003781629-640x376Szwedzki think tank Timbro już po raz drugi zaprezentował „Indeks autorytarnego populizmu”. Celem indeksu jest m.in. diagnoza na ile partie populistyczne stanowią zagrożenie dla przyszłości demokracji liberalnej w Europie (twórcy indeksu biorą pod uwagę kraje UE oraz Islandię, Norwegię, Szwajcarię, Serbię i Czarnogórę). Autorzy nie tylko pokazują stan obecny, ale sięgają także po dane historyczne, które pokazują wzrost poparcia w Europie dla partii o charakterze populistycznym i/lub autorytarnym w ostatnich dekadach.

Twórcy indeksu przyznają, że partie populistyczne różnią się od siebie, ale charakteryzuje je większość z poniższych cech:

1) budowanie wizerunku prowadzenia wojny z jakimiś skorumpowanymi elitami,

2) brak poszanowania dla zasad państwa prawa,

3) żądanie zwiększenia roli demokracji bezpośredniej,

4) dążenie do zwiększenia roli państwa w życiu obywateli i w gospodarce poprzez np. dodatkowe uprawnienia dla policji i wojska czy nacjonalizację prywatnych banków i korporacji,

5) bardzo duży krytycyzm dla działań Unii Europejskiej, otwartości na imigrację, globalizacji, wolnego handlu czy NATO,

6) wykorzystywanie rewolucyjnych haseł i obietnic radykalnej zmiany.

Nie ulega wątpliwości, że partia rządząca w Polsce – Prawo i Sprawiedliwość – posiada większość z tych cech i stąd nie dziwi zakwalifikowanie jej przez Timbro do zbioru partii populistycznych.

Jak pokazują autorzy indeksu najsilniejsze poparcie dla partii populistycznych wystąpiło w ostatnich wyborach na Węgrzech, w Polsce oraz w Grecji. Najmniejsze poparcie zaobserwowali w krajach niewielkich terytorialnie – Islandii, Czarnogórze, Luksemburgu i na Malcie. Biorąc pod uwagę wyniki ostatnich wyborów w Europie, poparcie dla prawicowych i lewicowych populistów wzrosło łącznie do ok. 20 proc., dzięki głosom ponad 55 mln mieszkańców Europy. Poparcie dla populistycznych idei jest dwukrotnie wyższe niż na początku lat 80-tych.

Najszybszy wzrost poparcia dla populistów autorzy łączą z kryzysem gospodarczym na świecie sprzed kilku lat oraz reakcjami na napływ uchodźców do Europy. W krajach gdzie ostatnio odbywały się ważne z perspektywy europejskiej wybory – Holandii i Francji – populistom nie udało się wygrać, ale umocnili swoje pozycje. Partie populistyczne są jednak u władzy (samodzielnie lub jako członkowie koalicji) w 9 krajach Europy od których należą: Węgry, Polska, Grecja, Bułgaria, Norwegia, Finlandia, Łotwa, Słowacja i Szwajcaria. Fakt, że siedem z tych krajów należy do Unii Europejskiej, generuje ryzyko dla stabilności europejskiej wspólnoty, m.in. ze względu na wrogość tych partii dla wielu wartości i zasad UE.

Poparcie dla partii z nacjonalistyczno-autorytarnej prawicy rośnie nieprzerwanie od lat. Po ostatnich wyborach, jak pokazują autorzy, największe poparcie dla populistycznej prawicy wystąpiło na Węgrzech, w Polsce, Szwajcarii, Austrii oraz Danii. Dopiero od kilku lat podobny trend wzrostowy dotyczy także partii skrajnie lewicowych. Radykalna lewica osiągnęła największe poparcie wyborcze w Grecji, co pozwoliło jej na objęcie władzy, a silna jest też m.in. we Włoszech, w Hiszpanii i na Cyprze.

epicenter-graph-222-02-1-1024x407

Wyniki zaprezentowane przez Timbro nie powinny jednak prowadzić do defetyzmu. Co prawda partie populistyczne w Europie wiele łączy, ale nie oznacza to, że takie same są przyczyny wzrostu poparcia dla tych partii w poszczególnych krajach. Przyczyny są moim zdaniem różne i wymagają dobrej krajowej diagnozy po stronie anty-populistycznej części społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych czy partii, które chcą skutecznie mierzyć się z populizmem, nie licytując się na populizm.

Jak napisałem w XXV numerze magazynu Librte!Złe zmiany nie powinny paraliżować, tylko mobilizować. Populistyczne rządy partii prawicowych i lewicowych (a często łączącej różne złe pomysły na państwo i gospodarkę „lewoprawicy”) w wielu krajach na świecie powinny mobilizować do działania na rzecz ograniczenia wpływu państwa i polityków na nasze życie. Receptą na populizm socjalny czy narodowy nie jest jeszcze większy populizm opatrzony inną etykietką, ale wzmacnianie wolności jednostki i fundamentów otwartej gospodarki rynkowej”. Silniejszy prawicowy i lewicowy populizm wymaga jeszcze większej mobilizacji i sprawności organizacyjnej po stronie wszystkich tych, którzy nie chcą by systemy polityczne i gospodarcze w Polsce i innych krajach były ofiarami licytacji na rozdawnictwo pieniędzy publicznych czy uzasadnianej „wolą ludu” dewastacji zasad państwa prawa.

Więcej na temat indeksu w komunikacie prasowym Epicenter oraz na stronie Timbro.

Artykuł został opublikowany wcześniej na Blogu Obywatelskiego Rozwoju.

Pozytywna zmiana przesłania Peji: od „reprezentuję biedę” do pochwały bogacenia się

Uwaga – tekst zawiera fragmenty piosenek ze słowami powszechnie uważanymi za wulgarne.

Peja, źródło: YouTube

Wiem wiem człowieku przecież sam tego chciałem
Będąc na świeczniku nie licz na poszanowanie
Wiem wiem to moja wina, że ludzie sapią
Bo chujowe beztalencie i w dodatku z taką japą
(Peja w kawałku RPS/DJ Zel „Grand Champ”)

Peja, a właściwie Ryszard Andrzejewski, to według mnie jeden z najlepszych polskich raperów. Miał on ogromy wkład w budowanie polskiej sceny hip-hopowej. Przede wszystkim za to należy mu się ogromny szacunek. Nie jestem ekspertem od historii polskiego rapu i nie tego dotyczy ten artykuł, a ważnej ewolucji w przesłaniach artysty. Pewien kontekst historyczny, szczególnie dla osób niezaznajomionych z polskim hip-hopem jest jednak niezbędny. Peja jest Poznaniakiem, nagrywającym (w różnych składach oraz solowo) od pierwsze połowy lat 90-tych. Ogólnopolską popularność przyniósł mu udział w filmie dokumentalnym Sylwestra Latkowskiego „Blokersi” z 2001 r. (opowiadający o ówczesnej polskiej kulturze hip-hopu i blokowisk – warto zobaczyć albo co najmniej posłuchać albumu z piosenkami i skitami z tego filmu) oraz wydana w tym samym roku płyta Peja/Slums Attack „Na Legalu?”. Ja m.in. od niej zaczynałem swoją przygodę ze słuchaniem hip-hopu, która trwa do dziś, choć nigdy nie było to u mnie źródłem pielęgnowania żalu w stosunku do artysty.

Czytaj dalej

„Budapeszt w Warszawie” J.Kaczyńskiego to powielanie złych zmian V.Orbana

full_20100602_111830

źródło: http://jaroslawkaczynski.info

Victor Orban został w 2016 r. wybrany Człowiekiem Roku podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. Wybór ten mógłby dziwić gdyby nie fakt, że rok wcześniej tytuł ten otrzymał Jarosław Kaczyński. Forum, w które angażuje się wiele spółek skarbu państwa, wybierało we własnym interesie, stąd tytuł najpierw dla prezesa Kaczyńskiego, a później bliskiego mu polityka z regionu. Jarosław Kaczyński od dawna marzył o scenariuszu węgierskim napisanym przez Orbana. „Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt” – powiedział po przegranych wyborach w 2011 r. Dziś Jarosław Kaczyński idzie drogą Orbana, ze szkodzą dla polskiej gospodarki, zasad państwa prawa i demokracji. Ponadto z węgierskich doświadczeń powiela to co najgorsze, ignorując prawdziwe dobre zmiany na Węgrzech.

Nie wiemy o czym prezes Kaczyński rozmawia podczas spotkań z Victorem Orbanem. Najgłośniejsze medialnie było chyba to w pensjonacie „Zielona Owieczka” 6 stycznia 2016 r. Dzięki interwencji „Sieci Obywatelskiej Watchdog” dowiedzieliśmy się, że np. koszt spotkania liderów Węgier i Polski w „Zielonej Owieczce” wyniósł prawie 14 tys. zł, ale PiS odmówił ujawnienia informacji dotyczących tematyki tamtego spotkania. Za to posłanka Pawłowicz wyzywając w swoim stylu „Sieć Obywatelską Watchdog” zwiększyła zainteresowanie tą organizacją pozarządową oraz samą ideą patrzenia politykom na ręce. Korzystny efekt uboczny prymitywizmu i nienawistnego języka K. Pawłowicz.

To jednak nie prezes Kaczyński zapoczątkował realizację programu złej Orbanizcji w Polsce.

Czytaj dalej

„Krowarzywa” muszą zostać! Po proteście lewicy przeciwko ludziom pracy.

Wczoraj trwał kolejny dzień konfliktu wokół wegańskiej burgerowni „Krowarzywa”. We wtorek napisałem o tym jak ten spór pomiędzy kilkoma pracownikami i pracodawcą może negatywie wpłynąć na konsumentów i pozostałych pracowników. Z zainteresowaniem zapoznałem się z oświadczeniami osób pracujących w lokalach przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie i przy ul. Sławkowskiej w Krakowie.

IMAG1900Pracownice i pracownicy lokalu przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie napisali m.in.:

„Otóż wcale nie jest tak, jak się to przedstawia. Zabieramy głos, ponieważ jest nam przykro, że padliśmy ofiarą oszczerstw ze strony mediów i w ramach gestu solidarności z naszymi pracodawcami, z którymi mamy dobre relacje i nie czujemy z ich strony żadnej presji”.

Z kolei zespół krakowski w swoim liście napisała m.in.:

„Tym oświadczeniem chcielibyśmy wyrazić solidarność z Nimi [właścicielami – przyp. autora]. W dzisiejszych czasach liczy się opinia w Internecie, ilość gwiazdek i like’ów. Niestety mało kto w sposób rzetelny dociera do prawdziwych informacji. Tak też się stało w przypadku naszej Firmy i jej Właścicieli, dlatego dementujemy wszystkie plotki i wyssane z palca nowinki, jakoby działa nam się w pracy jakaś ogromna krzywda”.

Pokazuje to dobre relacje między większością pracowników a pracodawcą. Pracownicy, którzy pomimo presji (a czasami wręcz słownej agresji) kilku lewicujących organizacji i ich sympatyków potrafią stanąć w obronie swojego miejsca pracy to duża wartość.

Taka pozytywna reakcja większości pracowników „Krowarzyw” nie wszystkim się spodobała. Grupka protestujących, która wczoraj wybrała się pod lokal przy ul. Marszałkowskiej wyzywała ich od „łamistrajków” i zdrajców.

Czytaj dalej

Przeciw uciskowi wegańskich konsumentów, czyli o proteście w „Krowarzywa”

źródło: Krowarzywa (Facebook)

źródło: Krowarzywa (Facebook)

Wczorajszy dzień wypełniła afera związana z protestami w „Krowarzywa”, jednej z wegańskich burgerowni w Warszawie. Ze względu na chaos informacyjny i brak możliwości weryfikacji oficjalnych dokumentów, nie wnikam w stan prawny całej sytuacji. Jeśli doszło do naruszenia prawa przez którąś ze stron (np. niezgodnego z prawem zwolnienie pracownika czy niezgodnej z prawem okupacji lokalu) to zarówno pracownicy, jak i pracodawca, mają prawo dochodzić swoich praw przed sądem, który ma szansę dokonać rzetelnej oceny sytuacji prawnej. Oczywiście mogą się też porozumieć między sobą i dojść w tym sporze do kompromisu. To co widzimy na profilach w mediach społecznościowych to jak na razie walka słowa przeciwko słowu. Jak rozumiem w burgerowni zainstalowano niedawno monitoring, który nie odpowiada pracownikom (dlaczego boją się nadzoru pracodawcy i dbania o bezpieczeństwo w knajpie?). Być może jednak nagrania mogą pomóc ustalić jakie były fakty i kto w całym tym  sporze ma rację.

Na profilu Inicjatywy Pracowniczej na Facebooku możemy zapoznać się z postulatami pracowników. Domagają się godnych (tzn. wyższych) płac, umów o pracę, przywrócenia do pracy zwolnionego pracownika, uznania związku zawodowego i likwidacji monitoringu. Realizacja większości z tych postulatów oznacza wzrost kosztów osobowych, a to z kolei może łatwo doprowadzić do podwyżki cen.

Czytaj dalej

PiS Kaczyńskiego i Dudy chciałby trzeciego rozbioru OFE

Wiele osób z zaskoczeniem przyjmuje moją krytykę Andrzeja Dudy. Pytają jak ja, osoba mocno zaangażowana w kampanię na rzecz obrony oszczędności emerytalnych Polaków zgromadzonych w OFE, może chcieć w drugiej turze zagłosować na Bronisława Komorowskiego. Prezydent bowiem ustawę o drugim rozbiorze OFE podpisał, a część jej zapisów odesłał następnie do Trybunału Konstytucyjnego.

6797507900_921afb5b7f_o

Od lewej: Leokadia Oręziak, Jarosław Kaczyńki, Grażyna Ancyparowicz, Beata Szydło (z tyłu Witold Modzelewski), źródło: https://www.flickr.com/photos/55306383@N03/6797507900/

Wiara, że Duda i PiS pałają miłością do OFE jest wiarą złudną. W latach 2005-7 rząd PiS, Samoobrony Leppera i Ligi Polskich Rodzin Giertycha bały się jeszcze drugi filar ruszyć. Jednak politycy PO i PSL dokonali szkodliwego precedensu, który ułatwi teraz uzasadnienie trzeciego rozbioru OFE, w których pozostało ponad 150 mld zł oszczędności. Dlatego tak niebezpieczny dla systemu emerytalnego i stabilności polskiego rynku kapitałowego może okazać się wybór na Prezydenta RP kandydata partii PiS, która od lat jawnie popiera likwidację OFE.

Czytaj dalej

Związkowcy znów przeciwko ludziom pracy

Artykuł ukazał się na stronie kwartalnika Liberté! 7 listopada 2014 r.

trade-union_CCPaździernikowe tytuły wielu artykułów poświęconych proponowanej przez Platformę Obywatelską zmianie w kodeksie pracy pozwalającej na wypłatę wynagrodzenia za pracę w sobotę były pochodną populistycznych haseł związków zawodowych i niektórych przedstawicieli opozycji.

„To przecież wprowadzanie tylnymi drzwiami 6-dniowego tygodnia pracy, choć od roku 1989 wydawało się, że 5-dniowy tydzień pracy to norma cywilizacyjna” – mówił Zbigniew Kuźmiuk z PiS. „Pracodawcy w sposób legalny chcą korzystać z pracy swoich podwładnych w dniu szóstym. Jeżeli ustawodawca przyjmie to prawo, to będzie to powodowało poważne perturbacje dla zdrowia i życia osobistego pracownika” – dramatyzował reprezentujący OPZZ Paweł Śmigielski. „6-dniowy tydzień pracy to szaleństwo” – podsumował prezes NSZZ Solidarność Piotr Duda. Zapewne część osób uległo tej związkowo-opozycyjnej propagandzie, ale prawda jest taka, że nikt 6-dniowego tygodnia pracy w Polsce nie wprowadza. Wystarczy sięgnąć po do projektu ustawy i jego uzasadnienia, co na szczęście część dziennikarzy zrobiło.

Czytaj dalej

Nie taka zła sytuacja młodych i wykształconych

Poniższy artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej 5 listopada 2014 r.

Artykuł Marty Piątkowskiej „Pokolenie 2 tys. brutto” z 3 listopada wpisuje się w popularny w ostatnim czasie schemat nagłaśniania „beznadziejnej sytuacji” młodych wykształconych. Autorka stwierdza, że „większość absolwentów wyższych uczelni w pierwszej pracy dostanie około 1,6 tys. zł na rękę, o ile w ogóle znajdzie zatrudnienie”. Zamiast narzekać, warto jednak spojrzeć na dane z rynku pracy, aby ocenić, jak wygląda sytuacja tej grupy społecznej.

Mlodzi wyksztalceni

Czytaj dalej

Odtrutka na populizm

Przeczytałem  artykuł prof. Leokadii Oręziak (SGH) na stronie internetowej Gazety Wyborczej. Tekst niczym nie zaskakuje. Jest to powtórzenie tych samych nieprawdziwych tez i antykapitalistycznej propagandy, które padały już wielokrotnie z ust prof. Oręziak. Do kilku wątków odniosłem się już jakiś czas temu w artykule w Gazecie Wyborczej, który był odpowiedzią na wywiad z prof. Oręziak w tym samym dzienniku. W ramach odtrutki na populizm przypominam wspomniany tekst:

1383761_611027302287049_1215610679_n

Czytaj dalej